Friday, 19 June 2015
KL czyli w Kuala Lumpur
Saturday, 16 August 2014
Day Eleven/Dzień Jedenasty
Day Eleven/Km 1358/ Chandigarh
Aparently India can be well organized and clean.
It has started in 1947 when India and Pakistan got Independence, north states and nation of Punajb and Haryana needed a new capital. A team of american architects got invited to design a new town close to the village where Chandi was worshipped, apparently they couldn't fullfill the expectation of authorities. Le Corbusier got the call.
One of the greatest architects of all the time, the one that has changed thinking about architecture, moved it foreword, worshipped by the students got a new amazing task to built a new capital city in India. This was a great chance to prove all his statments.
When I got to the old train station, outside of the town, it was messy as everywhere in India, but then one we enter a perfect Grid it all got overorganized. Clean wide streets with bus lanes, divided by a green line, lawns with line of trees, sidewalk and bikepath, where in India mostly you would have a general line for all kind of transport.
All the city is divided into numerous sectors, 800x1200m, each sector in subsectors. Sector 17, called a city center, is conformed by a great concrete square surrounded by numerous shops, cinema and one restaurant, in Sector 43 we will find bus station, sector 9 is for local goverment while sector 1, of course, is for the state goverment, there is one with hotels only, one with museums...City Zoning was not our favourite. Sixiteis Utopia thinking left us without water and food for couple of hours, finally we found some illegal food stalls where we could buy some water, but it was madness. Great experience to get convinced myself once again that city zoning is just a mistake.
The city was built following four principles Circulation, Working, Living and Care of Body and Spirit. Considering this rules Le Corbusier proposed a linear park along the river that was crossing the city south-west to north east, finishing in the Capitol Complex.
Sector 1 as I wrote was built for a new goverment of two states, it was the next Corbusier's great manifest. Three building got situated in a great garden- over the years and due to security they got divded now. Secretariat is a massive, ten floor, grey, concrete building which fulfills some of his Five Points, like an amazing roof garden which overviews the building of High Court and the Assemblies of Punjab and Hayrana. The super concrete building of Assembly gives you the feeling that you are in the goverment building, dimmed light comes only through small horizontal windows, great concrete ramp leads to The Assembly Hall, great parabolic-like structure.
I went to Chandigarh full of curiosity if the city can be founded in the middle of nowhere, if one person can build it, if it works. I must admit I am pretty amazed by the worked of the great Le Corbusier, he proves that India can be a clean and organized country, maybe sometimes overbureaucratic. A great lesson!
Dzień Jedynasty/Km 1358/Chandigarh
Wszystko zacząło się w 1947, kiedy Indie i Pakistan wywalczyły niepodległość, północne stany Punjab i Haryana potrzebowały nowej stolicy. Rząd zdecydował aby zaprosić do współpracy zespół amerykańskich architektów, wśród których był urodzony w Warszawie Matthew Nowicki, niestety nie sporostali oni wymaganiom ówczesnego rządu. Telefon zadzwonił w pracowni Corbusiera.
Jeden z największych i najważniejszych architektów był już wtedy bardzo rozpoznawalny, jego teorie i czasami kontrowersyjne projekty budziły dyskusję w architektonicznym świecie. Taka propozycja była świetnym sposobem na udowodnienie jego radykalnych teorii i wybudowaniu całkowicie modernistycznego miasta, począwszy od planu aż po budynki.
Kiedy wysiadłem na starym dworcu kolejowym, wyglądał dużo lepiej niż inne w tym kraju, dość czysty, dużo ławek z nierdzewnej stali, brak nieznośnego smrodu i jakiś ogólny porządek zapowiadał już, że jestem w innych Indiach. Przekonałem się już jadąc do hotelu w Sektorze 23. Szerokie aleje, z wydzielonymi bus pasami, odziela pas zieleni, krótko wystrzyżone i zadbane trawniki ocienia szpaler wysokich drzew a za nim oprócz zadbanego chodnika ścieżka rowerowa - modelowy przekrój ulicy, nawet dla współczesnego miasta. Zatoczki wjazdowe, za nimi parking przed budynkami, wszystko świetnie oznaczone i przestrzegane. Od razu mogłem odetchnąć spokojnie, nie będzie rozczarowania, praca mistrza doskonale ułożyła indyjskie społeczeństwo.
Miasto zostało podzielone na wilelkie sektory, każdy mierzy 800 na 1200 metrów, podzielone na mniejsze części wewnętrznymi ulicami, do każdego z nich można dostać się jedynie przez jedną z czterach ulic wjazdowych. Sektor 17, to centrum miasta. Trochę bezduszny, betonowy plac, otoczony setkami sklepów (kolorowy krzyk reklam i szyldów przypomina nam, że jesteśmy w Indiach) pełen jest ludzi, słychać gwar i śmiech, Sektor 43 to dworzec autobusowy, Sektor 9 mieści instytucje miejskie- policję, urząd miasta. Sektor 1 zwany Capitol Complex to popisowe dzieło Le Corbusiera- Zgromadzenia Punjabu i Haryany, Sąd Najwyższy oraz kafkowski Sekretariat.
Kafkowski? Żeby wejść i zwiedzić budynki Le Corbusiera zostaliśmy wciągnięci w biurokratyczną maszynę Chandigarhu. Po tym jak pierwsza policjantka odesłała nas do okienka z przepustkami, tam dali nam adres gdzie możemy uzyskać przepustkę, na recepcji panie wysłały nas do infromacji, infromacja do Urzędu Turystyki, ten po wnikliwym sprawdzeniu paszportów i spisaniu wszystkich danych dał nam, jakby się wydawało przepustki. Wróciliśmy do okienka, tam po kolejnym sprawdzeniu paszportów, zrobieniu zdjęć, dali nam kolejną przepustkę, pani (ta co nas odesłała na samym początku) zaprowadziła nas do kolejnego funkcjonariusza, ten zabrał na, omijając główną kontrolę, do pokoju kontrolnego, tam (to jest już krok siódmy) kolejny, wyższy stopniem oficer wziął od nas paszporty i wystawił kolejną przepustkę, wraz z jego podwładnym udaliśmy się do kontroli, którą minęliśmy, potem pojechaliśmy na szóste piętro, tam w pokoju pełnym biurek i papierów, otrzymaliśmy kolejną przepustkę (krok dziewiąty, minuta 82).
Widok z dachu szarego, betonowego Sekretariatu był imponujący, w oddali góry, przed nimi regularna siatka miasta z drugiej strony budynki sądu i parlamentów. Budynek wypełniał przynajmniej dwa z pięciu corbusierowskich punktów zasad budowania budynków. Parlament dawał wrażenie potężnej i władczej instytucji, pośrednie światło wpadające do głównego hallu nadawało wnętrzu specyficznego klimatu, sama sala obrad przykryta parabolicznym kominem była spokojna i bardzo przestrzenna.
Pojechałem do Chandigarh jako architekt, student wielkiego mistrza, pełen obaw, że nasza europejska architektura nie jest w stanie zrozumieć indyjskiej myśli, temperamentu, sposobu życia, że miasto zostało zniszczone. Okazało się odwrotnie nasza przewaga cywilizacyjna w budowaniu miast pozwoliła zbudować strukturę czystą, zorganizowaną i łatwą w zarządzaniu, być może zbyt uporządkowaną. Trudno zgodzić się ze strefowaniem miasta-na części handlowe, pracy, mieszkania, urzędowe. Chandigarh wywiera wrażenie chyba na każdym, nie tylko architekcie i jest obowiązkowym punktem podczas wizyty w Indiach, nie ze względu na budynki, ale na eksperyment socjologiczny, który tam się odbył i odbywa, żeby zrozumieć te kraj lepiej.
Wednesday, 13 August 2014
Day Eight/Dzień Ósmy Jodhpur
Dzień Ósmy/ Km 615/ Jodhpur
Sunday, 10 August 2014
Day Five/ Dzień Piąty -Jaipur
"Miasta w tej części kontynentu to są wypadki przy pracy, dzieła przypadku i dobrych chęci. Na zdrowy rozum nie powinno ich tu być...Zwłaszcza w krajach, które przypominają ogromne wsie. Wieśniacy nie potrafią budować miast. Wychodzą im totemy jakichś obcych bóstw. Środek jeszcze jako tako zmałpowany, ale przedmieścia wyglądają zawsze jak poroniony przysiółek. Hipertrofia powierzchni magazynowej i stracony smutek. (...) ."
Tuesday, 5 August 2014
Day Three/ Dzień Trzeci
Dzień Trzeci/ Km 0/ Old Delhi
Każde wielkie miasto ma lub miało swój wielki bazar. Wydaje się, że to zanikanie handlu nieformalnego jest znakiem "cywilizowania się". Bazary, targi, rynki o których pisze świetnie Aleksandra Wasikowska w książce Architektura Cienia, zniknęły już właściwie z mapy Europy. Nasz, Stadion Dziesięciolecia, zastąpiły galerie i centra handlowe, outlety, Marki, Raszyn, Tuszyn. Wielkie Miasta rosnącego świata ciągle mają swoje bazary- Grand Bazar w Istanbule, La Merced w Meksyku czy Chandi Chowk w Delhi. Osieroceni, w podróży, zawsze z przyjemnością wracamy na targi, aby poczuć ten kilmat, potargować się, powąchać nieznanych przypraw, dotknąć jedwabnych materiałów z dalekich krajów.
Chandi Chowk płynie powolną lecz burzliwą rzeką ludzi, rikszy, tuk-tuków, koni, wołów, tragarzy. Zniszczone stoły uginają się pod wielobarwnymi szpulami jedwabi, poliestrów, obok w rynsztoku śpią bezdomni, krok dalej ktoś sprzedaje grillowane kukurydze, jeszcze dalej mały meczet i świątynia, gdzie musisz zdjąć buty i okryć ramiona, obok rozkopy, ktoś inny naciąga Cię na niepotrzebne rzeczy, dalej pistacje, daktyle, żółta kurkuma, czarna herbata z Assamu, kilka walczących bezdomnych psów, znów sklep cynamonowy, pięciolatka ze swoim rocznym bratem na rękach żebrająca o pieniądze, pani w sari w wielkich okularach z ogromnym napisem Prada wysiada ze swojego SUV-a, świątynia hinduistyczna, ktoś chce zrobić sobie z tobą zdjęcie, ktoś sprzedaje mango lassi na ulicy, dorabia klucze, grupa młodych tragarzy gotuje ryż. Chaos. Skusiły mnie nerkowce i daktyle.
Delhi to miejsce gdzie świetnie współżyją ze sobą dwie wielkie religie świata- monoteistyczny islam odłamu sunnickiego oraz hinduizm. Hinduzim jest wszechobecny w życiu jego wyznawców, religia jest ważną i nieodłączną częścią życia, natomiast islam szuka miejsca dla swoich wyznawców, tak powstały wielkie i piękne świątynie- tu w Delhi Nizamuddin Darah oraz Jama Masjid. Wejście do meczetu czy na teren świątynny zaczynamy zawsze od zdjęcia butów, które w islamie uważa się za brudne i niegodne do stanięcia do modlitwy przed obliczem Allaha. Jama Masjid, zbudowana z czerwonego kamienia, dumnie wynosi się nad miastem zaznaczając obecność islamu w mieście, widać ją nawet zza wysokich murów Lal Quila'y ( Czerwonego Fortu). Zbudowana jeszcze w czasach cesarza Shah Jahana w połowie XVII wieku jest największą świątynią muzułmańską w kraju, tysiące wiernych zbierają się tutaj by uczcić początek i koniec Ramadanu.
![]() |
| Italians in the mosque/ Włoszki w meczecie. |
Monday, 4 August 2014
Day Two/Dzień Drugi
Now I'll try to put everything in any order :)
and follow me on instagram
http://instagram.com/adi_ponton
Dzień Drugi/Km 0/Delhi
Chciałbym pisać jak Herbert w Podróżach z Barbarzyńcą, trafnie odnajdywać przymiotniki, szukać dziejących się czasowników i mistrzowsko żonglować rzeczownikami... Panu od Cogito nisko chylę czoło, aż spada kapelusz.
Na początku był chaos i w Indiach na chaosie się skończyło. Wszystko jest nie tak jak powinno, nie ma chodników, samochody, riksze, autobusy wybrały brytyjski kierunek poruszania się po drodze, jakoś inaczej kiwa się głową na tak i na nie, podobno mówi się tutaj po angielsku, ale nawet Vicky Pollard (z Little Britain) mówi wyraźniej, biurokracja osiągnęła tu chyba najwyższy stopień rozwoju, dzięki czemu moje członkostwo w Polsko-Indyjskiej Fundacji na rzecz Architektury i Archeologii przyniosło już pierwsze plony.
Próbuję otrzymać numer telefonu (ale to procedura przynajmniej dwu dniowa), kupić bilet na pociąg (tu potrzebuję numeru telefonu), odczarować niedziałającą kartę, znieść skwar i ukrop lejący się z nieba, ogarnąć metro, tuk-tuki, dziwny nieangielski i pikantne jedzenie, chyba na jakiś czas zostanę wegetarianinem.
Opowiem jeszcze o tuk-tukach, bo to kuriozum, które zasłużyło sobie już dawno na uwagę. Trójkołowa konstrukcja oparta na motorze zaskakuje sprawnością, szybkością i ceną, kierowcy, najczęściej bosi, nonszelancko prowadzą swoje maszyny używając prawej ręki, trzymając jedną nogę zaraz obok kierownicy. Motomaszyny są żółtozielone i mogą pomieścić przynajmniej trzech otyłych pasażerów lub jednego białasa z wielkim plecakiem. Kierowcy zapraszają nas do aktywnego udziału w negocjacjach cenowych, nietargowanie jest nie tyle głupotą co obrazą dla motorniczego. Taki tuk-tuk wciśnie się przez najmniejsze ucho igielne, wymija jak Kubica a zakręty zbiera jak Hołowczyc w Dakarze.
Mam nadzieję, że niebawem podam instrukcje jak i co jeść, pociągowe- bo to zanosi się na długi i trudny temat potem o wszystkim innym czego nie rozumiem, a zrozumiałem, bo jak pisała Maria Janion- jak czegoś nierozumiem, piszę książkę, a potem jest już wszystko jasne.
Zapraszam do czytania jutro, idę do Czerwonego Fortu i kilku muzeów.
Nie napisałem, że dziś byłem w Zespole Grobowców Humayun i w świątyni naprzeciwko. Chyba zrobiło to na mnie mniejsze wrażenie niż samo miasto i wszystko dookoła.
szukajcie mnie na instagramie : http://instagram.com/adi_ponton
Wednesday, 29 June 2011
El Remate
Wednesday, 27 April 2011
Madrid
The city never sleeps, or maybe it does, but for sure not in the nigh time. Well mid-day siesta is for sleeping, night is for meeting, drinking, partying, enjoying life. I clearly remember when I was studying in Germany a Spanish friend of mine asked me why streets are here so empty. Well, it was winter so I thought it is just too cold, windy, rainy. But just only now I realized what she meant. The calles and avenidas are packed, from the dusk ( with perfectly dressed up grandmas buying a loaf of fresh bread or fish) to siesta and after siesta till the sun rise, bars and cafeterias are always full.
Reina Sofia, Thyssen-Bornemisza, Prado are overwhelming, three top-end museums, almost next door. Frankly you can spend at least one day in each of them.
I discovered pinturas negras by Goya in Museo del Prado. Dark, oppressive, frightening, ugly intense, haunting works...for sure not Goya style. Honestly they remind me more of Francis Bacon than any other Goya's contemporary painter. He executed this works in his seventies!
The Garden of Earthly Delights was my next goal. I learned about this masterpiece from the movie by Lech Majewski (which I sincerely recommend). The triptych is delirious, frenzy and powerful.
Reina Sofia is just stunning, both the collection and the building. My beloved Calder and his mobiles, Picasso's Guernica and the extension of the museum with amazing maze of terraces and rooftops cover by purple semi-open canopy which creates a very unique atmosphere. Nouvel created this cosy and spacious terrace using the simplest elements and tools. Chapeau bas!

Guernica













Caja Madrid




































