So, I am suspending my blog for a while.
It's been amazing and great 7 years :)
I am looking for a new format for niekoniecznie and travelling more than ever.
Follow me on instagram : adi_ponton :)
Cheers from BKK :)
Po siedmiu latach zawieszam bloga. Teksty o miejscach, które odwiedziłem są zdecydowanie zbyt miałkie i powierzchowne, w biegu nie mam czasu na przyzwoitą analizę i przemyślenia. Do reportażu mi daleko, a do mistrzów- Herberta, Kapuścińskiego czy Podsiały jeszcze dalej. Nie bez przyczyny wymieniam tu polskich twórców- pisanie w obcym języku często jest pokraczne i nienaturalne i nie chodzi tu tylko o język, ale czytelników globalnych, z którymi nie zawsze dzielę podobne doświadczenia czy wzorce kulturowe.
Kiedy zaczynałem niewiele osób pisało blogi po polsku, dziś jest w czym przebierać.
Ciągle mam wiele historii do opowiedzenia, nieskończone opowieści, historie i powiastki o Meksyku, a teraz sporo o Azji. Czeka tekst o malarstwie Marwara vs. Boscha czy o bezszelestnych ludziach z Ladakh...
Dziesiątki tysięcy ( ca. 215 000) zdjęć do przejrzenia i wybrania tych najlepszych.
Brakuje też czasu- pewnie nie tylko mnie.
Póki co zapraszam na instagram ( bo to takie latwe, proste i bezrefleksji, że mogę prostować jedną ręką a drugą grać choćby na pianinie). Szukajcie mnie pod nickiem adi_ponton.
Przeczytano mnie 69 567 razy.
Wrócę w nowej wersji:)
Pozdrawiam z Bangkoku, gdzie głową pęka od tematów.
Friday, 31 October 2014
Tuesday, 2 September 2014
Day Twentyseven/ Dzień Dwudziestysiódmy
Day Twentyseven/Km 2786 /Taj Mahal
When I was planning my trip to India I wasn't very keen on going to The Taj Mahal, everyone has been there, there are so many pictures, it cannot be that amazing. The Modern Wonder of The World, great I thought, once again a modern world product with great PR, like mexican Chichen Itza. Being here for a month made me think differently...
When you travel you visit, you do sightseeing, mostly. Coloseum, Louvre, Eiffel Tower, a glass of wine in Rioja, bacalao in Porto maybe lucha libre in Mexico City. You might want to use the same pattern for India, of course it is possible you rent an A/C car with a driver who will take you from one place to another, then to your five-star hotel with white and clean table cloths, shining cutlery and amazing punjabi food, but you will not see India at all. Travelling here is rather a struggle, heat, omnipresent odour and noise, dump on every street, no sidewalks, semi-wild cows, traffic, always delayed trains, dirt everywhere. Travel to India will not be a travel to know your second ego or any spiritual bullshit, it is to understand problems of modern world, third world.
Poverty and wretchedness are running here an experiment how far can a human fall, what are the limits of survival, how to dehumanize one? Malaria, dengue, typhilis, cholera are checking how strong is a human body? Can I mutate and kill? Corruption and rapacity try how far can one move? If I have more kids and I break their hand or legs, how much money can they beg? How much will my daughter on the black market cost? Is it enough to buy a cow or goat?
The Secretary of Tourism promotes India with a slogan Incredible India. Probably eighty years ago travel here must have been the romantic one, thousands of colours, new smells, amazing fortresses, palaces, temples, beautiful people and landscapes. Today it is rather an incredible example how can one survive and remind us how lucky we are. After a time spent in India a proper holidays are needed, the one with white sand, turquoise water and palm trees.
Getting back to The Taj, it is worth seeing, maybe not for the great architecture and white marble domes or semi-precious stones, but to look around and see the contrast, just on the other side of the river or by the entrance gate, slums is growing rapidly, barefoot kids are selling whatever they can or beg for food, old, homeless people are dying on the sidewalk hoping for a better afterlife.
Dzień Dwudziestysiódmy/Km 2786/ Taj Mahal
Kiedy pierwszy raz myślałem o podróży do Indii nie chciałem jechać do Taj Mahal, bo to przecież takie obfotografowane, znane, z pewnością nie jest warte pojechania, mówią, że kolejny Cud Świata, że... jestem przecież mądrzejszy i się nie znają, że w Meksyku Chichen Itza wcale nie jest najlepszym zabytkiem i w ogóle. Po krótkim czasie spędzonym tutaj zacząłem powoli rozumieć Indie i sens tej podróży.
W podróżowaniu często chodzi o zwiedzanie, kolejny kościół, świątynia, zamek, stare miasto, muzem, rembranty, vermery, picassa, zimne Orvieto, bacalo w Porto, flamenco w Sevilli. Do Indii nie jedziemy zwiedzać, jeśli niektórzy mają jakieś mylne wrażenie, zapewniam że nie. Podróżowanie po tym kraju to udręka, gorąc, smród i hałas, nic przyjemnego. Mistycyzm i religia są tak codzienne, że po kilku dniach nie dostrzegane, bezczelne naciąganie białych turystów z początku zabawne i dowcipne po chwili denerwuje i doskwiera, brudne, zasrane dworce kolejowe są wielkim placem zabaw dla szczurów. Podróż do Indii to też nie podróż duchowa, do własnego wnętrza, odkrycia swojego drugiego ja i innych, przepraszam pierdół, to przede wszystkim próba zrozumienia tego ogromnego kraju, ale i współczesności. My Europejczycy nie jesteśmy już w większości, jest nas zaledwie garstka. Prawie połowa ludzkości, żyje poniżej progu biedy. To miejsce aby zrozumieć współczesny Świat, który boryka się z tyloma problemami, że trudno nam sobie je wyobrazić.
Bieda i nędza przeprowadzają tu eksperyment na ponad milardowej populacji, sprawdzając jak nisko może upaść człowiek, w jak mizernych i skandalicznych warunkach może żyć i przeżyć, do czego może się posunąć i jak bardzo odczłowieczyć. Czerwonka, malaria, denga, dur brzuszny sprawdzają jak silny jest ludzki organizm, jak szybko można zabić. Korupcja i chytrość sprawdza jak nisko może upaść człowiek dla pieniędzy, jeśli moja żona urodzi więcej dzieci i połamie im ręce i nogi, wybiję oko, o ile się wzbogacę? Jeśli sprzedam swoją córkę, ile pieniędzy za to dostanę? Starczy na krowę czy tylko na kozę? Polityk, pan, możnowładca sprzedając święte jezioro liczy jedynie słupki, zagraniczny kapitał szuka i sprawdza jak zrobić na tym pieniądze.
Ministerstwo Turystyki promuje Indie hasłem Incredible India, czyli Niezwykłe Indie. Pewnie kiedyś, podróże do Indii były romantyczne, takie jak nam się marzą, nowe zapachy, kolory, smaki, inna religia, wspaniałe pałace, forty i świątynie. Dziś ta niezwykłość poleca raczej na docenieniu tego co mamy, wspaniałej przyrody, stosunkowo dobrze działających miast i dobrego miejsca do życie. Po podróży po Indiach bezwzględnie potrzebne jest miejsce absolutnie piękne, aż tandetnie, biały piasek, lekko pochylające się palmy, turkusowa woda, żeby odpocząć.
A wracają do Taj Mahalu, trzeba go zobaczyć, nie dlatego, że się komuś podoba lub nie, że zbudowany jest z białego marmuru i wysadzany półszlachetymi kamieniami, ale raczej dlatego, żeby spojrzeć za mur lub na drugi brzeg rzeki Jamuna i zobaczyć kontrast bogactwa i biedy, ledwo skleconych z folii, kilku szmat, starych opon domów, bosych, głodnych dzieci czy bezdomnych starców, czekających na śmierć, w nadziei na lepsze życie w kolejnym wcieleniu.
Warto pojechać i zobaczyć Taj Mahal, ale rozejrzeć się dookoła i nie chować wzroku przed biedą i nędzą.
Friday, 29 August 2014
Day Eighteen-Nineteen/Dzień Osiemnasty i Dziewiętnasty
Day 18-19/Km 1667-2114/Manali-Leh
There are two ways to get to Ladakh, one goes through Kashmir, passing just few miles away from the border with Pakistan and Afghanistan. Even though everyone says it is safe I wouldn't be that convinced – they are finally fighting in the name of a Great Muslim State.
The northbound route is open just few months- regularly mid-June to mid-September, but it all depends on weather condition, rainfall and who knows what else. It goes through numerous high-altitude passes- here I mean over five thousand meters high. After crossing Rothang Pass, which is often closed due to landslides or traffic-jammed by ones trying to see some snow or do paragliding, there is only one town on the way- Keylong. There most of the buses and jeeps stops, few kilometers the road starts to climb and there is no place where one can rest and literally respire. On the way there are few parachute cafes where you can have a decent stop on the very long and bumpy way. Once you see first stupas, white colour buddhism chapel, you are close to Leh.Dzień 18-19/Km 1667-2114/Manali-Leh
Nie jest tak łatwo dostać się do Leh. Pierwsza z dróg prowadzi tuż pod granicą z Pakistanem i Afganistanem, przez sporne terytorium Kaszmiru, usiana jest licznymi posterunkami i koszarami wojskowym, a tu i ówdzie stoją ukryte wyrzutnie rakiet. Druga droga, północna, otwarta jedynie trzy miesiące w roku, prowadzi przez wysokie przełęcze i szerokie doliny rzeczne, czasami urywa się, przy większych deszczach trzeba przejeżdżać przez rwące potoki czy wodospady. Na prawie pięćset kilometrowej trasie znajduje się tylko jedno miasto -Keylong, które raczej wygląda jak przypadkowa zbieranina drobnych handlarzy.
Najczęściej wszyscy pokonują drogę zatrzymując się na noc w nim lub w jednym z kilku pobliskich obozowisk. Kierowca uprzedza nas, że pierwszego dnia możemy jednak przejechać niewiele ponad sto kilometrów, ponieważ dalej zaczynają się wysokie przełęcze sięgające pięciu tysięcy metrów nad poziomem morza, a tam nocleg, z powodu braku tlenu, nie jest możliwy.
Krajobraz zmienią się powoli, zielone wzgórza i lasy znikają powoli a zastępuje je niska roślinność aż zamieni się w suchą, kamienną i nieprzyjazną pustynię. Podróż trwa dwa dni, białe buddyjskie stupy przydrożne sygnalizują koniec długiej podróży do Leh.
Thursday, 28 August 2014
Day Fifteen/Km 1667/ Manali
Manali has always been a south gate to Himalaya, infamously unpredicatble Rothang Pass protects unwanted from the far-away Ladakh Kingdom, Tibet and Nepal. As a stop before long and dangerouse journey it hosted travellers.
It is said that for foreginers Manali has been discovered by Israeli about fifty years ago. Exciled from unhospitable homelands of East Carpathian they must have been looking for similar ladscapes - the Golan Hills were still under dipute between. Green hills, untouched pine trees forest, cold streams and rivers, waterfalls remembers Galicia though everything there is higher, greater and more spaciouse. Today Manali is packed with Isreali from the youngest one to the eldery, many shop signs are written in jewish, you will meet them dancing, as they dance at Shabat Shalom on the Friday evening next by the Western Wall, smoking nargila in hundrets of bars in Vashisht overlooking the valley, barganing for the pashmina and yak shawls in dozen of shops and market in Manali and Old Manali.
Manali od wieków było ostatnią osadą przed wielkimi Himalajami, ostatnim przystankiem przed przeprawą przez Przełęcz Rothang, przed długą i niebezpieczną wspinaczką na prawie czterotysięczną granicę pomiędzy zieloną krainą Himachal a królestwem Ladakh.
Miejscowi podkreślają, że Manali dla turystów zostało odkryte przez Izraelczyków, mniej więcej jakieś pięćdziesiąt lat temu. Ci którzy przetrwali wojnę, wygnani z niegościnnych radzieckich Karpat szukali krajobrazów lat młodości, sosnowych lasów, zimnych i rwących strumieni, głośnych wodospadów, małych drewnianych wiosek rozsianych wśród gór. Przedgórze Himalajskie przypomina dawną Galicję, jednak wszystko jest tutaj jakieś większe, góry wyższe, rzeki szersze, potoki bardziej rwące.
![]() |
| traffic jam to Rothan Pass/korek do Przełęczy Rothan |
Subscribe to:
Posts (Atom)

















